Uczulenie

W swoich najnowszych pracach Kinga Nowak postanowiła opowiedzieć o swoim dzieciństwie. Potraktowała je w sposób rzadko dzisiaj spotykany. Nie jest to bowiem dzieciństwo widziane jako malarski motyw, sposób mówienia o innych, dzieciństwo jako ikonograficzna figura, których wiele znamy z historii sztuki. Tutaj decyzja artystki oznacza powrót do dzieciństwa własnego, konkretnego. Malując siebie jako małą dziewczynkę, autorka sięga do czasu osobiście doświadczonego. Nie jest to jednak kaprys – sentymentalna wycieczka w przeszłość, która ma być antidotum na teraźniejszość. Nie jest to zarazem próba rozliczenia się z traumą tragicznych wydarzeń, próba zamknięcia rozdziału życia.

W przypadku Kingi Nowak bowiem dzieciństwo, młodość, dorosłość łączy ta sama nić – nierozerwalna nić dolegliwości: malarka jest ofiarą alergicznej epidemii i jej ostatnie obrazy mówią właśnie o dotkliwości doznań wynikających z uczulenia. Tytuł wystawy odsyła widza – chociaż nie wyłącznie, to w pierwszej lekturze – do kręgu skojarzeń z chorobą i cierpieniem. Zdajemy sobie przy tym sprawę z tego, że – jak to zwykle bywa w chorobach przewlekłych – dostępne środki farmakologiczne nie leczą alergii, tylko łagodzą, neutralizują jej skutki. Żyjemy, co prawda, w dobie wielu medycznych wynalazków, leków coraz bardziej dostępnych i lepiej niż kiedykolwiek przez ludzki organizm tolerowanych, ale wciąż zbyt mało skutecznych. Ważna jest, oczywiście, profilaktyka. Najlepiej byłoby, gdyby alergik unikał potencjalnych zagrożeń, ale wiadomo, że często jest to niemożliwe. Trudno się zamknąć w kapsule bezpieczeństwa. Czasami zresztą nie jest się świadomym tego, że dane miejsce stanowi bombę z opóźnionym zapłonem.

Kinga Nowak maluje zatem nie tyle dzieciństwo, ile chorobę i jej skutki. Na jednym z obrazów widzimy dziewczynkę siedzącą na ławce; liszajowata ściana domu, przy którym stoi ławka, plami cieniem twarz i dłonie dziewczynki; kiedy jednak przyglądamy się dokładniej, dostrzegamy, że cień kryje ślady choroby – ostatecznie wydaje się, że to słońce szerzy epidemię. Warto dodać, że w tej autoanalizie dzieciństwa ważną rolę odgrywa osoba Matki artystki; jej postać pojawia się zarówno na zaproszeniu na wystawę, jak na plakacie. Na fotografii, którą malarka wykorzystała w obu tych drukach, widać młodą kobietę z małą dziewczynką trzymającą w ręku koszyczek z wielkanocną święconką. – obie są smutne, Kinia ma plamy na twarzy…

Alergia to nadwrażliwość organizmu na niektóre czynniki. Mówimy „uczulenie”, ale jest to raczej przeczulenie. Zarazem jest to tyleż rodzaj utajonej – nieprzydatnej –nadsprawności, co rodzaj niepełnosprawności, upośledzenia, ograniczenia. Alergia oznacza osobny świat – życie według rytmu uważności, posłusznego podporządkowania zaleceniom, cierpliwego wypełniania medycznych przykazań. Choroba izoluje, wyłącza ze społeczności, dezorganizuje czas, narzuca swój rytm. Ale jednocześnie dzięki owej nadsprawności alergia wyczula na świat wokoło, pozwala dostrzec jego wielorodność, kształtuje – jak każda choroba – wrażliwość na wszelkie przejawy rzeczywistości. Przede wszystkim wrażliwość na drugiego człowieka. To jest również przypadek Kingi Nowak. Alergia jest – z konieczności – jej programem na życie, a stymulowana przez nią wrażliwość – podstawą programu artystycznego. Jej dotychczasowe obrazy dotyczą człowieka, bez względu na to, czy on sam pojawia się w nich, czy też nie. Malowane przez nią niedawno pejzaże industrialne są śladami obecności człowieka, przedstawiają rzeczywistość przekształconą jego dłońmi, a zatem także go dotyczą, chociaż dawno je opuścił.

Obecność człowieka to jest w ogóle, jak mi się wydaje, klucz programu artystycznego malarki. Ten kierunek zawsze był jej bliski. Często przy tym malowała swoją postać i swoją twarz. Nowe prace są również wyrazistym opowiedzeniem się za figurą (ludzką) i figuracją (przedstawieniem). Spinają niejako rodzajem klamry dotychczasowe kompozycje o charakterze autobiograficznym, zachowując odrębny, własny ton – mocne, zdecydowane, nawet ostre kształtowanie bryły zderza się tutaj z melancholinym nastrojem przedstawienia. Dzięki tym pracom tworzona przez autorkę malarska autobiografia zyskała ważne ogniwo. Aby ono powstało, konieczne było odwołanie się do pamięci: pamięci osobistej, ale też pamięci sztuki, jeśli tak można powiedzieć. Przede wszystkim zaś konieczna była świadomość czasu i rozbudzona potrzeba określenia swojej tożsamości.

Święty Augustyn pisze w Wyznaniach (księga XI), że świadomość czasu można uzyskać tylko „[...] dzięki temu, że w umyśle [...] istnieją trzy funkcje: oczekiwanie, uwaga i pamięć”. Elżbieta Wolicka dodaje: „Egzystencjalna zagadka czasu i historii odsłania się jako opowieść, której tok linearny umysł snuje i śledzi angażując owe trzy siły temporalnej percepcji. Śledzi ślady i znaki czasu odciśnięte w przypomnieniu, spodziewaniu się, przewidywaniu, a także w pragnieniu, odgadywaniu, nadziei. Czas według Augustyna objawia się jako «rozległość duszy» (distentio animi), pole napięć potrójnej intencjonalności umysłu, który to, co było, to, co jest i to, co będzie odzwierciedla i wyraża w postaci «fabularnej»”. W artystycznej postawie Kingi Nowak odnajduję analogiczne elementy; należą do nich: uwaga skierowana ku przeszłości, chęć zrekonstruowania niektórych jej przejawów, potrzeba snucia opowieści o „tym, co było [minęło]” jako konkretny fakt, ale nadal zachowuje intensywność oddziaływania, tym bardziej, że w swej istocie znajduje przedłużenie, kontynuację w „tym, co jest”, i zachowa ją w „tym, co będzie” (alergii, jak wspominałam, trudno się pozbyć). Przeszłość bowiem zapisuje się nie tylko w pamięci; przenika nas znacznie głębiej. Snując opowieść, której bohaterką jest mała Kinia, artystka nie relacjonuje jednak wyłącznie fabuły (a i tę uwzględnia w minimalnym stopniu: proponuje przecież widzowi  t y l k o  statyczne portrety dzieci). Jej autobiograficzna narracja, rodzaj kreowanej historii własnej, jest raczej dociekaniem sensu, źródła własnej tożsamości. Może zatem przypomnienie okoliczności jest tyleż próbą ich uznania, co zapanowania nad nimi, oczyszczenia się z ich władzy (pomimo wspomnianej nieustępliwości alergii)?

Czym innym jest pamięć sztuki: pamięć o tym, jak sztuka traktowała dziecko i w jaki sposób traktowała chorobę. Historie obu problemów stanowią oczywisty kontekst dla opowieści, którą snuje Kinga Nowak. Pierwszą trudno tu rekonstruować – jest rozległa, wielowątkowa, stara, jak świat. Druga, chociaż ma również swoją historię, w której wiele kart zapisała zwłaszcza sztuka XIX wieku, żywo nadal kształtuje się na naszych oczach. O swoich chorobach w otwarty, autobiograficzny sposób mówią zwłaszcza kobiety (mężczyźni, jak Grzegorz Sztwiertnia, Artur Żmijewski raczej przedstawiają chorobę cudzą, „jako taką”, uogólniają, ukazując anonimowych bohaterów). W Polsce mamy przykłady w postaci wyjątkowych artystycznie dzieł Aliny Szapocznikow i odważnej realizacji Olimpia Katarzyny Kozyry; obie autorki opowiadają o chorobie nowotworowej; obie też formułują swoją wypowiedź stosując nowe środki artystyczne, a nawet technologie (Szapocznikow).

Kinga Nowak natomiast przedstawia uporczywość alergii (choroby nie tak, zdawałoby się, spektakularnej, jak nowotworowa), posługuje się przy tym tradycyjnym warsztatem malarskim. Jej głos wydaje się jednak brzmieć równie wyraziście. A, co najważniejsze,  wieloznacznie. Tytuł wystawy ma przecież również odniesienia metaforyczne. „Uczulenie” to nie tylko termin medyczny oznaczający alergię; to także rzeczownik pochodzący od czasownika „uczulić”, który oznacza, między innymi, tyle, co „uczynić czułym, wrażliwym” (np. uczulić człowieka na piękno). Wydaje się, że ta znaczeniowa ambiwalencja tytułu ma kierować uwagę widza nie tylko w stronę samej artystki i jej choroby, ale ma także owego widza „uczynić czułym, wrażliwym” na świat wokół, a przede wszystkim na Innego. Uczulenie jawi się zatem – poza wszystkim innym –  jako zaproszenie do empatii.

 

Małgorzata Kitowska-Łysiak