menu

Cudzy własny świat

Magdalena Ujma

Abstrakcja

Od kilku lat Kinga Nowak zajmuje się tradycją modernizmu, a w jej twórczości niepodzielnie panuje abstrakcja. Artystka ożywia geometryczną wersję sztuki nieprzedstawiającej, ale nie znajdzie się tutaj chłodu liczbowych kanonów, rygoru skalkulowanych proporcji czy bezlitosnej precyzji kompozycji. Tworząc obrazy, obiekty, większe układy przestrzenne lub – jak ostatnio – tkaninę, artystka przywołuje pełnego wigoru i energii ducha geometrii. Hojną ręką czerpie nie tylko z dwudziestolecia międzywojennego, ale i z późniejszych fal zainteresowania sztuką abstrakcyjną. Ciągle jednak zasadniczym punktem odniesienia pozostają dla niej wczesne użycia tego rodzaju artystycznego języka.

Jej prace obdarzone są ciepłą, „ludzką” aurą. Ta cecha wzmacnia jeszcze odniesienia do pierwszej awangardy. Na początku dwudziestego wieku nie wspierano się zaawansowanymi środkami technicznymi, a efekty przemysłowej produkcji odwzorowywano ręcznie. Litograficznymi odbitkami były np. Mechanofaktury Henryka Berlewiego. Skromna materialna podstawa współgrała z ideą ludzkiej skali dzieł. Często zresztą skali pomniejszonej, lokującej się o kilka stopni poniżej „naturalnej” wielkości rzeczy w stosunku do człowieka. W tym drugim wypadku dzieła, rzeźby, obiekty mogły służyć za modele i makiety – i często tak się działo. Takie są niewielkie pod względem formatów rzeźby Katarzyny Kobro czy reliefy Henryka Stażewskiego. W każdym razie sposób wytwarzania rzeczy wpłynął bardzo mocno na kształt sztuki nowoczesnej: w późniejszych latach produkcja milionów identycznych przedmiotów, doprowadziła do dehumanizacji sztuki. Kinga Nowak z pewnością odrobiła lekcję minimalizmu, który – będąc późnym, amerykańskim echem konstruktywizmu – całkowicie wykluczył z dzieł perspektywę ludzką. Dla swoich celów artystka jednak wybrała działanie w odwrotnym kierunku: pamięta o człowieku, który będzie oglądał jej prace i wśród nich przebywał. Odpowiednio dobiera skalę, ma na uwadze punkty widzenia i zmieniające się wraz z ruchem oglądającego perspektywy.

Konstruktywizm powstał w Rosji, skąd promieniował na Zachód, a środkowa i wschodnia Europę pod jego wpływem stworzyły lokalne odmiany abstrakcji geometrycznej. W każdą z nich wpisany jest podobny zestaw pojęć, rozciągający się między biegunami anarchistycznej utopii i mistycznej duchowości. W Polsce ten kierunek zaowocował teorią widzenia Władysława Strzemińskiego, w którym sposób patrzenia rozpatrywany był od strony materialnej, fizycznej i cielesnej. Prace Kingi Nowak wiele zawdzięczają awangardowym badaniom praw percepcji wzrokowej, pamięć wizualna silnie się zaznacza w jej obrazach i innych realizacjach. Widzenie jest czymś, co artystka nad wyraz ceni, ale co – mimo podejmowanych przez awangardę prób systematyzacji – nie daje się ująć w naukowe formuły. W jej ponowoczesnej sztuce zawiera się raczej podziw dla gier optycznych, jest ona tworzona przede wszystkim dla wrażeń wzrokowych. Nasycone, bezkompromisowe barwy tworzą rodzaj poświaty i odciągają uwagę od konstrukcji dzieła. Ciało zniknęło, zostały powidoki – by podtrzymać odniesienie do Strzemińskiego, tym razem w późniejszym okresie jego twórczości.

Jeśli mowa o korzystaniu z dokonań awangardy, to trzeba zmierzyć się z problemem powtórzenia. Dokładna powtórka historycznych poetyk nie dałaby oczywiście szansy na stworzenie poruszających, żywych dzieł na miarę dzisiejszych czasów. Język współczesnych prac nie wyłonił się przecież z tego samego poruszenia ideowego, które towarzyszyło Mondrianowi czy Rodczence. Kinga Nowak nie tyle zatem powtarza, co przywłaszcza elementy tamtego języka. Odrzuca to, co było nacechowane politycznie, czyli projekt budowy nowego, lepszego świata. Nie znajdzie się w jej sztuce mieszkańca tego świata stojącego w równym szeregu wraz z innymi nowymi ludźmi. Żyjemy dziś, co prawda, w momencie kulturowego i dziejowego przesilenia, podobnego do czasów narodzin awangardy sto lat temu. Tak jak w tamtych czasach, tak i dzisiaj, obserwujemy jak rozpuszczają się i kruszą formy starego porządku, i nie mamy pewności co po nich nadejdzie. Dzisiaj jednak nie szaleje rewolucja ani świat nie liże ran po wielkiej wojnie. Świtająca wtedy masowa produkcja i odpowiadające jej społeczeństwo są dzisiaj powszechnym doświadczeniem. A jednocześnie sztuka stała się bladym cieniem tej sprzed stu lat. Siły życiowe zostały jej odebrane przez cyfrowe technologie wytwarzania i powielania obrazu. A same obrazy zalały świat do tego stopnia, że ludzie przestali przykładać do nich znaczenie.

Prace Kingi Nowak powstały w odpowiedzi na tę sytuację. Zajmując się tworzeniem obrazów, artystka próbuje odnaleźć się w nadmiarze wizualności. Zwraca się ku prywatnemu, nakierowanemu na indywidualnych odbiorców, doświadczaniu sztuki z jego małymi przyjemnościami, odczytywaniem minionych kodów i jeszcze raz wykorzystanych starych języków sztuki. Jej dzieła cechuje niewymuszona elegancja i szczypta nonszalancji. Obiecują wzniosłość, a dają przyjemność. Obracając się jednak w ramach języka sztuki i nie wykraczając poza niego np. w przestrzeń społeczną, prace Nowak nieuchronnie zderzają się z kwestią „formalizmu”, w Polsce cieszącego się zdecydowanie złą sławą.

Problem zaczął się w czasach Polski Ludowej, kiedy partyjni towarzysze ganili artystów za uleganie wpływom zgniłego imperializmu, którego znakiem miał być formalizm. Dzisiejsza rzeczywistość także przykłada się do złej opinii. Formalizm ma być promowany przez rynek jako sztuka bezpieczna dla nabywców, bo pozbawiona ideologii, z tych też powodów ma plenić się w szkołach artystycznych. Ale, choć można widzieć w nim pustkę i cynizm, można także dostrzec potrzebę powrotu do sztuki jako ostoi wartości. Niezależnie jednak od przyczyn, w naszym kraju można było podziwiać w ostatnich latach prawdziwy festiwal powracających z przeszłości, „formalistycznych” stylów i poetyk. Popularnością cieszył się odkurzony surrealizm, pojawiła się abstrakcja w różnych odsłonach.

Zasłony

Znaczenie dzieła sztuki traci dzisiaj swoją wiarygodność. W jego miejsce wstawia się hasła marketingowe, pijarowe, reklamowe i każde inne będące wytworem zaawansowanych technik sterowania społeczeństwem. Czy sens sztuki da się w jakikolwiek sposób odzyskać? Dzisiaj trzeba go poszukiwać nie w łatwych do zmanipulowania ideologiach, lecz na powierzchni rzeczy, w tym, co estetyczne. Podpowiedzi dostarcza nie tylko lektura popularnego dzisiaj postmarksistowskiego filozofa Jacquesa Rancière’a, ale i – całkowicie odmiennego w poglądach historyka sztuki Wiesława Juszczaka. Analiza wspaniałego dzieła literatury modernistycznej, Pani Dalloway Virginii Woolf, autorstwa tego ostatniego, może nam pomóc przy interpretacji dzieł Kingi Nowak. Te ostatnie odznaczają się bowiem nie tyle formalizmem, co raczej odwołaniem do modernizmu w czasie jego największego rozkwitu.

Już w Pani Dalloway, opublikowanej w 1925 roku, da się wyśledzić interesujący nas proces wyciekania sensu. Z tego powodu książka uchodzi za znak końca „okresu powieści” i początku epoki nowej, panującej do dzisiaj i przesyconej widzialnością (na niekorzyść słów). Stoi więc na granicy między modernizmem a tym, co stopniowo zaczęło go wypierać, a co niektórzy nazywają ponowoczesnością. Książka, zbudowana w niezwykle przemyślny sposób, zaprzecza regułom swojego gatunku, mimo to pozostaje powieścią. Jej narracja zapętla się, zrywa z prawdopodobieństwem i ciągami przyczynowo-skutkowymi, a mniejszej wagi elementy stają się ważniejsze niż elementy zasadnicze. Pojawia się tam motyw zasłony w rajskie ptaki. Kilkakrotnie wspomniany mimochodem, zajmuje ważne miejsce w głębokiej warstwie znaczeniowej dzieła. Pozornie nic nie znaczący drobiazg, żółte, perkalowe zasłony, które wydymają się, pchane prądem wieczornego powietrza. Nie zastanawiając się, odgarnia je jeden z gości przyjęcia wydanego przez Klarysę Dalloway. I właśnie wtedy rzeczywistość w oczach gospodyni się dopełnia, a wszystkie elementy, które do tej pory żyły własnym życiem, wskakują na swoje miejsce. Pani Dalloway zaznaje spokoju, a jej przyjęcie odnosi sukces. Ruch zasłon powoduje, że chaotyczny żywioł rzeczywistości zastyga w klarowne dzieło.

Zasłony oznaczać mogą to, co widzialne i czego doświadczamy w codziennym życiu. Mogą kierować nasze myśli w stronę tego, co jest za nimi ukryte. W języku angielskim nazwa wzoru zdobiącego perkal brzmi jeszcze mocniej niż w polszczyźnie: „birds of Paradise” to ptaki raju. Ptaki także wiodą nasze skojarzenia w podobną stronę. Wzór namalowany czy wydrukowany na powierzchni płótna (piękne ptaki, unoszące się wysoko w powietrzu, będące wysłannikami raju) zakrywa coś, ale jednocześnie to coś oznacza, wskazuje na nie. Wzór na zasłonach doprowadza do progu głębszego, zakrytego porządku, który może być tylko przeczuty, albo zobaczony pod wpływem jakiegoś błysku, impulsu, incydentu o pozornie znikomej wadze.

Kiedy ogląda się abstrakcje Kingi Nowak, nieważne czy w formie obrazów, czy przestrzennych obiektów, to niezależnie od skali, uderzają one swoją intensywnością. Intensywnością obecności i kolorów. Dopowiem tylko, że trójwymiarowe obiekty są tutaj realizacją tego, co jakby zaplanowane zostało w malarstwie. To ostatnie wydaje się – w pewnym sensie – dostarczać barwnych modeli do składania, a w każdym razie – wizji sposobów budowy oraz organizacji przestrzeni poprzez geometryczne bryły. Mimo, że prace Kingi Nowak są pozbawione funkcji użytkowej, to nie sprawiają wrażenia pustej ozdoby czy opakowania. Powierzchnia prac jest nasycona kolorem. Czasami widać przebijające się tło, którym jest zazwyczaj łatwo dostępny materiał, np. tektura falista. W tych prostych, czystych pracach, uderza kontrast między pospolitą materialnością, a ich intensywnym byciem. Udało się tutaj zatrzymać wizualne wrażenie i zmienić jego „stan skupienia”. Nastąpiła transformacja – z czegoś ulotnego w zatrzymany moment, zamrożony strumień pamięci. Elementy chaotycznego życia uległy w scaleniu w jedną, krystalicznie czystą kompozycję.

Wielka tkanina, którą artystka także wywiodła ze swojego malarstwa, jest kurtyną bez jakichkolwiek dopowiedzeń czy wyjaśnień. Wygląda jak powierzchnia obrazu podwieszona do sufitu. Jak inne prace przestrzenne autorki, zmusza widza do poruszania się. W tym wypadku – do przechodzenia na lewą stronę (w fałdach jest ukryte przejście). Tkanina niesie ze sobą złudną obietnicę, że można wejść do środka obrazu albo zajrzeć poza niego. Podobnie dzieje się z większymi obiektami, które należą do rodzaju „rzeźby pomalarskiej”. Zapraszają, by krążyć wokół nich, wchodzić do środka, oglądać ze zmieniających się perspektyw. Jak wspomniałam wcześniej, zawsze odnoszą się do zewnętrznego, ludzkiego punktu widzenia i do ciała ludzi zwiedzających wystawę, oglądających dzieła.

W sztuce forma jest celem – pisał Juszczak, analizując Panią Dalloway. Lecz materialność dzieła istnieje po to, by ją przekraczać, zdążając ku formie, bo nie należy ona do poszczególnych dzieł, jest zawsze jedna i ta sama, niezależnie od ich kształtu. Istnieje gdzieś w idealnym świecie i jest zbieżna z tradycją neoplatońską. Juszczak wskazuje, że pomiędzy „formalną” a „zmysłową” (czyli widoczną, materialną) warstwą dzieła istnieje wyrwa, a mówiąc słowami badacza – „próżnia ontologiczna”. To, co jest dostępne zmysłowo i czego doświadczamy w dziele, podprowadza nas do „progu”, którego przekroczenie nie daje się zwerbalizować. Ten „próg” właśnie wyczuwalny jest w abstrakcjach Kingi Nowak. Jest to granica, przez którą przechodzą ulotne wrażenia, by zastygnąć w obraz.

W przypadku jej prac nie ma mowy o takiej absolutyzacji formy, by stała się ona aż Formą. Niemniej, da się wyczuć w nich coś ponad „zmysłowe dane”. Stosowanie mocnych barw, położenie nacisku na oświetlenie wydobywające jeszcze więcej blasku, świadczy o tym, że w tych pracach odbija się jeszcze neplatońskie przekonanie, że najwyższym wyrazem Piękna jest światło. Jej pracami rządzi także wysoka wrażliwość wizualna i pamięć obrazów, wyrażająca się przede wszystkim przez barwy, stopień ich nasycenia, emocjonalną gęstość. I właśnie takie cechy, jak gęstość oraz intensywność wyrazu pozwalają odczuwać jej prace jako zmysłowe, co daje wspomniany efekt „doprowadzenia do progu”. Konwencja sztuki abstrakcyjnej staje się tutaj odejściem od formalizmu w sztukę pełną życia.

Kreacja

W dzisiejszych czasach odczuwamy przesyt ironicznym spojrzeniem na świat, braniem wszystkiego w cudzysłów i grami z konwencją. W sztuce Kingi Nowak mamy do czynienia z przywłaszczeniem konwencji, ale jest w niej świeżość, nie zmęczenie. Świat zobaczony przez innych po raz pierwszy uznała za swój własny. Siła kreacji pozwoliła artystce na stworzenie mocnych, wyrazistych obrazów. Dlatego nie świeckie zbawienie, a nawet nie oświecenie, lecz pocieszenie osiągane poprzez sztukę – jest tym, co z dziedzictwem awangardy potrafi uczynić Kinga Nowak. Pocieszenie wynikające z odnalezionego sensu.

Ostatnie wystawy

Interakcje

06.-07.2018
Zamek Buda Pałac Królewski, Budapeszt, Węgry

Dramaturgia przestrzeni

02.-03.2018
MODEM Centrum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej, Debreczyn, Węgry

Całkiem możliwe

12.2017-01.2018
Galeria lokal_30, Warszawa

Artyści z Krakowa: Generacja 1970-79

10.2017-04.2018
MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków

Polski las

07.-08.2017
Galeria Biała, Lublin

Efekty uboczne

02.-03.2017
BWA Katowice

Formy wyobraźni

05.-06.2016
Widna, Kraków

Aktualności

Projekt plakatu do XXIII Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, Warszawa 2019

beethoven.org.pl