menu

Formy wyobraźni

Magdalena Ujma

Formy wyobraźni

Przez celowe odrzucenie Natury jako ideału piękna, jak również używanej przez zwyczajnego malarza imitacji, sztuka dekoracyjna nie tylko przygotowuje duszę na przyjęcie prawdziwego dzieła wyobraźni, lecz rozwija w niej poczucie formy… Oskar Wilde

Modele

Małe formy, niewielkie wymiary, łatwo dostępny materiał. Dla Kingi Nowak pomysłem na najnowsze prace, których byt waha się pomiędzy obrazem a obiektem przestrzennym, jest lekka sugestia, że mogą to być modele jakiegoś innego dzieła, które nie powstało i prawdopodobnie nigdy nie powstanie. Nie w tym zresztą rzecz: idea polega właśnie na wywołaniu wrażenia chwilowego zatrzymania w czasie, niepewnej, chwiejnej pozycji dzieła. Na stworzeniu jakby szkicu do niego, który właściwie jest już dziełem, ale – jeśli w ogóle można tak powiedzieć – pozbawionym pewności siebie, zdolności do natychmiastowego opanowania przestrzeni dookoła.

W jakim celu artystka nadała im pozór niedokończenia? Powtórzmy, modele ze swej definicji odnoszą się do idei wielkiego dzieła, które autor lub autorka widzą oczyma wyobraźni. Są prowizoryczną realizacją koncepcji, która rodzi się w głowie autora. Mimo najlepszych starań, wyobraźnia nie pokaże rzeczy przecież tak dokładnie jak najmniejszy, najskromniejszy model. Ten ostatni jest więc nieocenioną pomocą dla artysty, zwłaszcza gdy tonie on w wątpliwościach co do jakości pomysłu. Wybiega naprzód trasą na skróty, testuje. W opowieściach o dawnych artystach nie raz i nie dwa pojawiają się opowieści o modelach – niekoniecznie o ludziach, którzy pozowali, lecz o miniaturach scen, wnętrz czy postaci ludzkich, z układem światła i cienia, udrapowanymi tkaninami, dającymi się studiować w nieskończoność, bo cierpliwymi tak tylko jak potrafią to rzeczy martwe. Takimi modelami artyści posługiwano się niegdyś powszechnie, do czasów popularności plenerów.

Formy

Pozostawanie na etapie przed realizacją „właściwego” dzieła, czyli przed spełnieniem, wzmaga ciekawość i pragnienie. O niezaspokojonej satysfakcji pisała Renata Salecl: Psychoanalityczne rozumienie pragnienia jest silnie związane z brakiem spełnienia, co oznacza, że pragniemy rzeczy, ponieważ są nieosiągalne; i by pragnienie było wciąż żywe, podmiot musi spełnienia się wystrzegać.

Kinga Nowak mierzy się z formatem prac i językiem wizualnym, które są dla niej nowe. W stosunku do wcześniejszego cyklu „Zenit” zmiana jest uderzająca. Poprzednie obrazy miały wielkie formaty i żadną miarą nie dało się o nich powiedzieć „obrazki”. Kolorowe, niekiedy nawet krzykliwe, perfekcyjnie malowane, o ciepłych, jakby wypłowiałych tonacjach, kojarzyły się z gęstym upalnym powietrzem, drgającym nad horyzontem. Artystka mieszała tam skale, perspektywy, punkty widzenia i konwencje przedstawiania. Były to jakby powidoki z podróży, efekt Stendhalowskiego zmęczenia widzianymi w muzeach zbiorami, dziełami sztuki, krajobrazami i zabytkami pod gołym niebem. Efekt przesytu tym, co zostało nam w spadku z kultury śródziemnomorskiej.

Nowy cykl pozostaje skromny, przynajmniej jeśli mowa o formatach, zmieści się w jednej teczce. Kinga Nowak ruszyła nową ścieżką. Dopiero gdy spojrzy się na jej twórczość z pewnej odległości, można się przekonać, że istnieje ciągłość w jej ciekawości, w tej ciągłej zmianie poetyk, tematów i form. Tym, co łączy, jest kultura, zwana szumnie dziedzictwem, jej historia i bagaż tradycji zmieniający się nieraz w uprzykrzony ciężar, którego nie ma jak się pozbyć. Artystka wciąż na nowo tasuje karty, tworząc własne obrazy, mówi o innych obrazach, obrazach, obrazach… Ciągle na nowo rezygnuje z tego, do czego się przyzwyczaiła, sięga po kolejny zestaw, choć możliwości są ograniczone. Ciekawe, czy pamięta, że to Jerzemu Nowosielskiemu przypisuje się powiedzenie, które w gruncie rzeczy jest jednym z loci communi sztuki współczesnej. Nie zaczniesz tworzyć naprawdę, o ile nie zrezygnujesz z tego, co potrafisz. Oprócz szlachetnego dążenia do ideałów sztuki czystej, jest w tym wiele nienasycenia i pogoni za satysfakcją, która nigdy nie zostanie zaspokojona.

Fragmenty

Prace są skromne. Spielplatz wygląda jak rozłożone pudełko. To samo dotyczy Budynku. Pamiętajmy, że opakowanie jest formą. I forma niesie ze sobą znaczenie. Dwie prace mają w tytule odniesienie nie zostawiające miejsca dla domysłów: Zamek I Zamek II. Istotnie, wyglądają jak zabawki dla dzieci, teatrzyki lalkowe. Pewne prace są bogatsze niż inne, przypominają podzielone na mnóstwo pryzmatycznych kształtów scenki z książek dla dzieci z międzywojnia (Afrykanka, Odyseusz, Kosmici, Szuwary). Większa grupa prac zyskuje jednak charakter bardziej uproszczony i nawet nonszalancki, szkicowy (Fasada, Okrąg, Elewacja, Trójkąt).

Kształt podłoża kojarzy się z fragmentami, resztkami po czymś większym. W pracy przedstawiającej pejzaż miejski (Dachy) księżyc to wycięta w tekturze dziura. Kilka prac o wspólnym tytule Kobieta namalowanych zostało na koślawo przyciętych kawałkach podłoża, tak samo Maska czy Ptak. Pojawiają się nieregularności, załamania papieru, nacięcia. Ścieżka znaczeń wiedzie więc od szkicu, dzieła, które nie powstało, do biednych materiałów, wykorzystywania tego, co jest łatwo dostępne. To postępowanie wpisuje się w dzisiejsze trendy ekologiczne i krytyczne wobec rozbuchanego na Zachodzie rynku sztuki (który i do nas wyciąga swe macki), ale i w zgrzebną rzeczywistość, w której musieli sobie radzić awangardziści w Polsce po I i II wojnie, jak chociażby Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński czy Grupa Krakowska po powojennej reaktywacji i w czasie odwilży. Jest to sztuka przenośna – do szybkiego schowania w walizce, wystawienia, inscenizacji.

Wykorzystywanie odpadków ma swoje korzenie w surrealistycznych grach. Byle podarty papier posiada przecież zdolność uruchamiania wyobraźni. A parafrazując słowa Lautréamonta: spotkanie na stole sekcyjnym maszyny do szycia i parasola daje niespodziewane efekty. U Kingi Nowak przypadek uwalnia skojarzenia z jej bieżącymi lekturami i rzeczami z codziennego otoczenia. (Trudno je nazwać niezwykłymi czy egzotycznymi, choć pojawiają się i takie, w Szuwarach na przykład migają demoniczne twarze-maski.) Hans Arp rozrzucał kawałki papierków i tworzył z tego kompozycje, Duchamp wykorzystał kurz na Wielkiej Szybie. Kinga Nowak preferuje raczej cadavre exquis – i gra sama ze sobą. Nie poprzestaje na abstrakcji, nie wykorzystuje tylko rzeczy gotowych. Idzie dalej, zastane elementy uzupełnia jak w towarzyskiej zabawie.

Dekoracje

Podział na sztuki stosowane i sztukę czystą datuje się co najmniej od końca XIX wieku. Dekoracja wprowadza w błąd – tę myśl (obecną już w Kupcu weneckim) przytoczył na wstępie swego dzieła o sztuce dekoracyjnej Ernst Hans Gombrich. W dalszych rozważaniach, powołując się na słynne zdanie Adolfa Loosa, ornament to zbrodnia, wykazał, że przekonanie o dekoracji jako o niższym etapie rozwoju ludzkości to jedynie  oznaka modernizacji sztuki, pewien etap w jej przemianach. Gdy Loos ogłaszał, że wielkość naszych czasów polega na niemożności stworzenia nowego ornamentu, to zaczynała się właśnie epoka abstrakcji. Gombrich spostrzegł, że dekorację i abstrakcję określano podobnymi terminami, broniono ich identycznymi argumentami, jak na przykład odniesieniami do muzyki. Dzisiaj Boris Groys pisze o ontologicznym wymiarze dizajnu, współczesne wzornictwo stawia sobie bowiem za cel wydobycie na jaw ukrytej esencji rzeczy – prawdy o nich.

Rozstanie nie było całkowite. Moda, projektowanie kostiumów, awangardowa plastyka teatralna, stanowiły miejsce przenikania się rozdzielonych sztuk. Gdy patrzy się na bajecznie kolorowe i dekoracyjne prace Kingi Nowak, to widzi się, że odbija się w nich cała ta historia. Dekoracja nie jest dla niej czymś wstydliwym. Widać wzory jak z tkanin, bo przecież sztuka współczesna, zwana za Polski Ludowej formalizmem, przenikała do wzornictwa, a jej motywy na tkaninach zwano pogardliwie mianem „pikasów”. Połączenie – staroświecko mówiąc – sztuk stosowanych i sztuki czystej widać w jej modelach-makietach, geometrycznych liniach kompozycji wziętych z architektury, nowoczesnych mebli i przedmiotów, ale i z kroju ubiorów. Dekoracja wynika z formy i jest przede wszystkim łącznikiem z tradycją, sygnałem pamięci o tym, co zdarzyło się w sztuce. Takie nawiązania nie są jednak nigdy czystym odtworzeniem. Na długim szlaku sztuki zaznaczają pozycję tego, kto mówi, dodając jego własne opowieści.

W pierwszym eksperymentalnym teatrze w Polsce – teatrze Cricot, kostiumy i scenografie projektowała artystka dzisiaj nieco zapomniana, Maria Jaremianka. Tworzyła w czasie Cricot 1, a potem, zdobywając podziw Kantora, także i po wojnie. Jaremianka sama nie dbała o stroje, tak jak i inna artystka rewolucyjna, mieszkająca w Polsce, Katarzyna Kobro. Prawdopodobnie ta ostatnia niekiedy je projektowała. Zachowały się zdjęcia z wakacji nad Zatoką Ryską, gdzie Kobro występuje w sukience konstruktywistycznej i w takiej czapeczce. Te dwie niezwykłe artystki przytaczam jako przykładowe, choć niejedyne, punkty odniesienia dla Kingi Nowak. Inspiracje awangardą, ale i jej dzisiejszym sposobem widzenia: poprzez pęknięcia i niekonsekwencje, uczucia odnalezione w chłodzie kalkulacji formalnej; widoczne są u Kingi we wzorach kompozycji, geometrycznych, ale i biologicznych zarazem, liniach konstrukcyjnych, rysunku.

 Wyobraźnia

Pomiędzy malarstwem a sztuką tworzenia obiektów, szkicem a skończonym dziełem, dekoracją a abstrakcją – w takim to miejscu-niemiejscu znalazły się prace Kingi Nowak. Także ten ich niejasny status każe się domyślać proweniencji we wczesnej awangardzie z jej odejściem od sztywnego podziału na gatunki artystyczne. Prace artystki otwierają przed naszymi oczami wielką bibliotekę, z której wyglądają wspaniałe obrazy, odbijające się w innych obrazach – nie sposób zliczyć wszystkich odniesień. Notabene, to surrealizm był pierwszym kierunkiem artystycznym, który otworzył drzwi do cytowania na równych pozycjach całej artystycznej produkcji – z przeszłości i z dnia dzisiejszego.

Cała ta konstrukcja odniesień, pieczołowicie wymyślona, a może raczej – w duchu surrealizmu – przeczuta, tworzy długą i pełną meandrów opowieść. Prace są tylko impulsem, kamyczkiem, który daje początek lawinie. Albo też – kamyczek może stać się kamieniem węgielnym. Podwaliną pięknego widmowego pałacu, stworzonego w wyobraźni.

Ostatnie wystawy

Interakcje

06.-07.2018
Zamek Buda Pałac Królewski, Budapeszt, Węgry

Dramaturgia przestrzeni

02.-03.2018
MODEM Centrum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej, Debreczyn, Węgry

Całkiem możliwe

12.2017-01.2018
Galeria lokal_30, Warszawa

Artyści z Krakowa: Generacja 1970-79

10.2017-04.2018
MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, Kraków

Polski las

07.-08.2017
Galeria Biała, Lublin

Efekty uboczne

02.-03.2017
BWA Katowice

Formy wyobraźni

05.-06.2016
Widna, Kraków

Aktualności

Projekt plakatu do XXIII Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, Warszawa 2019

beethoven.org.pl